Czy karmienie piersią boli?

Czy karmienie piersią boli?

Boli, mnie bolało…mimo to stawałam na rzęsach, by karmić. I udało mi się wytrwać w tym postanowieniu 11 miesięcy. Czy to dużo, czy mało? Jeśli karmiłaś lub karmisz swoje dziecko od 2, a może 3 lat to pewnie myślisz sobie, iż jestem beznadziejną matką, że po 11 miesiącach się poddałam. Zrobiłam  to świadomie, był to mój przemyślany wybór i do dnia dzisiejszego ani razu go nie żałowałam. Zacznijmy jednak od początku…

Mój syn urodził się przez cesarskie cięcie. Zaraz po przewiezieniu mnie z bloku operacyjnego na salę, położna próbowała przystawić go do mojej piersi. Łatwo nie było. Ja byłam strasznie słaba, mój stan pogarszał się z godziny na godzinę. Lekarze nie wiedzieli co się dzieje, podejrzewali krwotok wewnętrzny po cesarce. Po 10 godzinach zrobiono mi ponowne badanie krwi i okazało się, że mam silną anemię wtórną. Dostałam dwie jednostki krwi, a małego na całą noc zabrano do innego pomieszczenia. Tego dnia mój szkrab prawie nic nie zjadł, poza kilkoma kroplami siary. Najgorsze jednak było to, że będąc prawie cały dzień przystawionym do mojej piersi strasznie mi podrażnił brodawki, które wieczorem zaczęły dawać o sobie znać.

Kolejnego dnia rano przewieziono mnie na salę matki z dzieckiem. Położna powiedziała, że mam karmić na żądanie, po czym wyszła. Próbowałam przystawiać go do piersi, ale nie potrafiliśmy się zgrać. Syn był głodny i stale płakał, a z moich piersi nic nie leciało. Byłam załamana. Poprosiłam położną o pomoc, mówiłam, że dziecko jest głodne, że nie mam pokarmu, pytałam co mam zrobić. Usłyszałam tylko: „A co Pani myśli, że po cesarce będzie miała pokarm? Karmienie piersią noworodka nie jest takie proste”. Nie rozumiałam o co chodzi. Zadzwoniłam do męża i poprosiłam by pojechał do apteki i kupił coś na pobudzenie laktacji. Przywiózł mi saszetki, które rozpuszczałam w mleku i piłam.

Pokarmu jednak nadal nie było. Minęło już 36 godzin od porodu, a piersi wciąż były puste. Byłam przerażona wizją zbliżającej się nocy i dziecka, które będzie płakać, a ja nie będę w stanie go wykarmić. Postanowiłam poprosić o pomoc i dokarmienie małego sztucznym mlekiem. Nie odbyło się bez kilkukrotnej wizyty w pokoju pielęgniarek. W końcu trafiałam na położną, która wykazała się zrozumieniem i syn dostał mleko. Spał po nim ponad 4 godziny. Ja natomiast nie zmrużyłam w tym czasie oka, siedziałam i czekałam…nie wiem na co- chyba na to, kiedy moje piersi zaczną wypełniać się mlekiem. Zaczęły…ale dopiero nad ranem czyli równe 48h po porodzie.

To był jednak dopiero początek moich problemów z karmieniem…Moje piersi były bardzo poranione. Ból piersi podczas karmienia był niewyobrażalny. Chwilami miałam wrażenie jakby część brodawki już nie była moja, odstawała od piersi a spod niej sączył się pokarm. Mimo zgłaszania tego personelowi medycznemu- nie uzyskałam żadnej pomocy, nie zostałam poinstruowana jak prawidłowo przystawiać dziecko do piersi, co robić z popękanymi brodawkami. Smarowałam je różnymi kremami i maściami z apteki, ale niewiele to pomagało. Matki karmiące piersią były w szpitalu pozostawione same sobie, miały karmić i nie narzekać- takie było podejście położnych.

Sytuację pogarszał fakt, że mały miał wysoki poziom bilirubiny, byliśmy już bardzo blisko osiągnięcia stanu żółtaczki  i konieczności naświetlania. Zadzwoniłam do znajomej pielęgniarki, która doradziła mi, aby jak najwięcej go karmić, gdyż pokarm pozwala pozbyć się z organizmu bilirubiny, obniżając tym samym jej poziom. Tak bardzo chciałam wyjść już z dzieckiem do domu, że postanowiłam zrobić wszystko, aby tylko uciec od żółtaczki i naświetlania. Nie zniosłabym kolejnych dni w szpitalu. Zawzięłam się w sobie i mimo, iż ból piersi był potworny- karmiłam małego całą noc…co chwilę po kilka łyków mleka z piersi. Rano okazało się, że poziom bilirubiny znacznie spadł, mogliśmy wyjść do domu- to był mój pierwszy wielki sukces jako matki. Byłam z siebie dumna.

Mówi się, że:

„ Karmienie piersią to 90% determinacji i 10% laktacji”

i ja podpisuję się pod tym rękoma i nogami…

Przez kolejne miesiące karmiłam synka piersią jak tylko potrafiłam najlepiej. Niejednokrotnie miałam stan zapalny piersi, nawał pokarmu i poranione brodawki. W sytuacjach kryzysowych stosowałam karmienie mieszane- czyli karmiłam piersią, a gdy ból był nie do wytrzymania- wtedy ściągałam pokarm laktatorem i podawałam maluchowi butlę. Kilkukrotnie zgłaszałam się do mojej położnej ze szkoły rodzenia, która ratowała mnie z opresji swoimi niezawodnymi metodami leczenia.

Oto jedna z nich:

Gdy masz mocno poranione i popękane brodawki zwykłe maści i kremy nawilżające mogą okazać się zbyt słabe. Należy 3 razy dziennie smarować brodawki maścią z antybiotykiem- Altabactin (lub jej odpowiednikiem, maść tą kupisz w aptece bez recepty). Po każdym posmarowaniu zostawiamy piersi odkryte przez 10 minut, aby część maści się wchłonęła. Trzeba pamiętać, aby przed każdym karmieniem zmyć resztki maści z piersi ciepłą wodą- nie można dopuścić do tego, aby dziecko ją połknęło. Dodatkowo przez 3 dni przyjmujemy po 400mg ibuprofenu co 6 godzin. Wykazuje on działanie przeciwzapalne i o to właśnie chodzi, aby zlikwidować stan zapalny i obrzęk. Ibuprofen zaliczany jest do kategorii L1 czyli leków najbezpieczniejszych w czasie laktacji , a zażywanie go nie stanowi ryzyka dla procesu laktacji ani dla zdrowia dziecka karmionego piersią.

Ta metoda działa w 100%, korzystałam z niej kilkukrotnie w trakcie karmienia i nigdy mnie nie zawiodła. Dodatkowo zrezygnowałam z noszenia stanika- tak, by nie podrażniać brodawek. W zamian za to składałam tetrową pieluszkę w trójkąt i zakładałam ją sobie na piersi- wiążąc na plecach. Dzięki temu biust był przytrzymany, a jednocześnie nie ograniczałam brodawkom dostępu do tlenu, który przyspieszał ich gojenie.

Po 11 miesiącach podjęłam decyzję o odstawieniu synka od piersi. Nie była to nagła decyzja, przygotowywaliśmy się na tą chwilę przez kilka tygodniu. Wszystko poszło zgodnie z moim planem- bez płaczu, bólu, łez… Chcesz wiedzieć jak to zrobiłam? Wkrótce napisze o tym jak przestać karmić piersią i nie cierpieć z tego powodu.

 

JEŚLI SPODOBAŁ CI SIĘ POST-POLUB MNIE NA FACEBOOKU.

 

Udostępnij